W naszym klubie nie brakuje ludzi z pasją, ale historia, którą tworzy od czterech lat Andrzej „Szczepan” Starosolski, zasługuje na szczególną uwagę. W sercu austriackich Alp, dziewięć godzin drogi od domu, realizuje on projekt, który z każdym kolejnym wyjazdem nabiera rozmachu i przekracza pierwotne założenia.
To zresztą nie pierwszy raz, kiedy Szczepan udowadnia swoje zaangażowanie w rozwój wspinaczki. Wielu z nas zna go jako autora licznych dróg skałkowych w Polsce. Jego dziełem jest między innymi znacząca rozbudowa rejonu Smolenia na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, który zawdzięcza mu wiele świetnych i popularnych linii.
Jak to się wszystko zaczęło?
Początki projektu to pierwszy, rekonesansowy wyjazd pod wymarzoną ścianę, który od razu okazał się testem charakteru. Szczepan, wraz z „Paciem”, dotarli na miejsce z ogromnym zapałem, ale góry szybko zweryfikowały ich plany. Udało im się obić zaledwie jeden wyciąg, gdy potężna ulewa zmusiła ich do odwrotu. Schronienie znaleźli w pobliskim schronisku, ale nieustępliwa burza nie dała za wygraną. Wrócili do domu z pozornie skromnym wynikiem, a jednak, jak wspominają, byli przepełnieni niewytłumaczalną pewnością, że to jest właśnie TO miejsce. Ten jeden wyciąg stał się kamieniem węgielnym pod budowę, która trwa do dziś.
Podobnych historii jest wiele. Kto wie, może w przyszłości poświęcimy im więcej miejsca.
Od jednej linii do potrójnej korony
Ale teraz wróćmy do samego projektu. Wprawdzie wszystko zaczęło się od pomysłu na jedną, długą i logiczną drogę wspinaczkową w ciekawym terenie. Jednak potencjał potężnej, alpejskiej ściany szybko rozbudził wyobraźnię. Dziś projekt zakłada wytyczenie nie jednej, a trzech niezależnych linii, które będą dzielić wspólny, 400-metrowy odcinek startowy.
Ten dziesięciowyciągowy wstęp, o trudnościach oscylujących głównie w granicach VI i VII w skali UIAA, jest już w pełni obity. Stanowi on solidną podstawę dla trzech dróg, które rozejdą się powyżej, oferując wspinaczom zróżnicowane wyzwania:
Filozofia projektu: „W kupie gruzu znaleźć litą skałę”
W projekcie nie chodzi o znalezienie najłatwiejszego przejścia: celem jest stworzenie dróg bezpiecznych, o równej, uczciwej wycenie, a przede wszystkim – logicznych i pięknych. Praca to często „szukanie litej skały w kupie gruzu”. To zadanie, które wymaga nie tylko siły i umiejętności, ale także ogromnej cierpliwości.
Determinacja Szczepana jest godna podziwu, ale w tej tytanicznej pracy nie jest sam. Jego wizję podzielają zaufani partnerzy, w większości koledzy z klubu, z którymi odwiedza rejon 4-5 razy w roku. Najwierniejszym kompanem od samego początku jest Patryk „Paciu” Nitarski. Na różnych etapach bezcennego wsparcia udzielili mu także Magda Fischer, Danyyil Mykhaylov, Wojtek „Wito” Witoszek, Maciek Słaboń oraz Wojtek Paprocki.
Podkreślić należy ich niezwykłą, koleżeńską postawę. Przyjaciele, wykazując się ogromnym zrozumieniem, biorą na siebie najcięższą, fizyczną pracę – transport tony sprzętu pod ścianę. Główną „atrakcję”, czyli kreatywną i wizjonerską pracę nad wytyczaniem linii, pozostawiają Szczepanowi. To wsparcie jest nieocenione, zwłaszcza że Szczepan zmaga się z chorobą, która ogranicza jego siły fizyczne. Taka postawa partnerów to dowód prawdziwej przyjaźni i najpiękniejsza definicja pracy zespołowej w górach.
Wsparcie, bez którego nie byłoby marzeń
Taki projekt to nie tylko wysiłek w ścianie, ale i ogromne wsparcie na zapleczu. Specjalne podziękowania należą się Marcie, która z wyrozumiałością pozwala mężowi realizować pasję. Jest to tym cenniejsze, że ich córka Ania, z powodu rzadkiej choroby, wymaga stałej opieki dwóch osób. Kluczową rolę odgrywają tu również zaangażowane opiekunki, pieszczotliwie zwane „ciociami”, które pomagają w logistyce i codziennym wsparciu. Bez tak zgranego, domowego zespołu realizacja marzeń na tę skalę nie byłaby możliwa.
Wizja, która sięga dalej
Choć prace są zaawansowane, Szczepan ocenia ich ukończenie na… zaledwie 20%. To pokazuje, jak bardzo projekt rozrósł się w jego głowie. Już teraz myśli o kolejnym etapie – wytyczeniu długiego trawersu po przeciwnej stronie góry, który mógłby połączyć się z istniejącymi drogami, tworząc potencjalnie najdłuższą drogę sportową na świecie.
Będziemy informować!
Z uwagi na ogromny wkład pracy na razie nie zdradzamy dokładnej lokalizacji projektu. Jako klub z dumą śledzimy jego postępy i obiecujemy, że jak tylko którakolwiek z dróg będzie gotowa na przyjęcie wspinaczy, poinformujemy o tym jako pierwsi!
Trzymamy kciuki za Szczepana, jego partnerów i całą rodzinę!











