ZIARNKO GORCZYCY

 

 

     Ostatnio upały działają na mnie zaiste bardzo niekorzystnie. Do tego chmary komarów zostawiające wyjątkowo swędzące bąble, które puchną, gdy tylko pozwolę sobie na lekkie drapnięcie. Nie wspomną już o muchach końskich i kleszczach, które bardzo gościnnie przyjęły nas w Dolinie Będkowskiej. Jednak rzecz, o której chcę napisać działa się nieopodal – w Skale na Pochylcu.

 

     Zapewne większość z Was wie, że spędziliśmy tam ostatnio sporo wyjazdów z MM. Niewtajemniczonych odsyłam do jego relacji "Marcin Rules!" http://www.kwgl.org/node/1142. Często jechaliśmy tam na kilka godzin, jednak zawsze udało nam się powspinać i to solidnie. W tamtym roku próbowałam Odlot Małpy VI.5, w tym jednak ze wzgledu na dość sporą liczbę oczekujacych na Shock the Monkey VI.5+/6, skuszono mnie na wstawienie sie do Prostowania Odlotu VI.5+, clelem zmniejszenia liczby oczekujących. Jako, że nie miałam ani zbytniej formy, ani ciśnienia, zgodziłam się. Droga okazała się być przepiękna… Wymagała ode mnie odnalezienia patentów dla niższych i sporo determinacji, ale tej mi nie brakowało, gdyż byłam pod wrażeniem tego co tam się działo 🙂 Drogę opisuję tak: podejściowy ciąg, bulder,crux, bulder i wyjście do stanowiska. Nigdy nie próbowałam tak trudnej drogi. Jednak jak to bywa, na kolejnym wyjeździe okazało się, że drogę załało… Próbowałam jeszcze następnym razem, ale główne trudności dalej były całkiem zamoknięte, więc przeniosłam swoje wysiłki się na inny cel.

 

     Podpowiedzi kilku osób skłoniły mnie do spróbowania, czym zaskoczy mnie bulder z Odlotu Proroka VI.5. Jedni mówili, że jest prostszy, drudzy, że sporo trudniejszy od tego z Odlotu Małpy. Crux okazał się bardzo przyjemną przygodą dłuższych sięgnięć do średniej wielkości chwytach (oczywiście skracaną do mniejszej ilości tych chwytów przez wyższe osoby). Dalsza część to jeszcze kilka ruchów, na których trzeba zachować spokój i dojść do miejsca odpoczynkowego, a następnie wyjść do zjazdowca. Ta część na początku niezbyt przypadła mi do gustu, gdyż po jej wykonaniu byłam nieco oblepiona drobinkami ziemii (to tuż pod szczytem Pochylca, którego górę opanowały różne roślinki). Wymagała ona też dobrego rozplanowania, gdyż człowiek zmęczony po cruxie jednak wolałby tam już nie spadać i ze spokojem podejść do zjazdówki. Odlot Proroka stał się więc dla mnie drogą do doskonalenia formy i wyrównania życiówki, tym razem w formacji dość mocno przewieszonej. I temperaturze mocno za wysokiej jak dla mnie…

 

     7 czerwca 2012 roku mimo temperatury powyżej 30 stopni Celsjusza moje wysiłki i praca zostały wynagrodzone. Odlot Proroka to najtrudniejsza droga jaką poprowadziłam! MM dziękuję za wsparcie i wiarę we mnie. Bo głowa poddaje sie pierwsza.

 

 

"Bo zaprawdę powiadam wam, gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, to powiedzielibyście tej górze: Przenieś się stąd tam, a przeniesie się, i nic niemożliwego dla was nie będzie. Ale ten rodzaj nie wychodzi inaczej jak tylko przez modlitwę i post"      Mt 17, 20-21.

 

 

PS MM też poprowadził tego dnia tę drogę. Zdjęć ze wspinania niestety brak, ale są dwa podsumowujące 🙂 http://kwgl.org/gallery/main.php?g2_itemId=28562

Dodaj komentarz