Wiosenne opady

Niby miało być pięknie, ale jednak co rusz jakiś opadzik następował, co oczywiście wcale nie przeszkadza we wspinie!Po konsultacji telefonicznej i otrzymaniu cennych, w tym momencie, informacji, dołączyliśmy z Anią do naszej czwórki w Ryczowie. Grochowiec Wielki okupowali bowiem Magda, Czubek, Jaca i Pączek.Cień ciągle zasnuwał ścianę, gdy ujrzeliśmy jej lico, obwieszone wędkami. Co akurat jest tam standardowym widokiem. Działali sobie na owych wędkach nasi spinacze. Jednak wiszące na ‚Doleżykówce’ ekspresy, świadczyły, że powieszono owe rozliczne wędki uczciwie. Wręcz sportowo.Skorzystałem z owych ekspresów i ja, i pyknąłem sobie ‚Doleżykówkę’ w celach rozgrzewkowych. Potem sieknąłem w najczystszym stylu OS, drogę ‚Country Roads’ po prawej, gdzie powiesiłem dla Ani wędkę. Niestety nie skorzystała z niej, bo jebnęło deszczem. Jaca ostrzegał, ale mu nie ufałem… A jednak miał rację. Ciśnie się na usta, taka mądrość: starsi ludzie mają więcej doświadczenia.Łubudu. Spadłem właśnie z krzesła uderzony przez Geista Jacy, który postanowił mnie ukarać, za przymiotnik ‚starszy’. Wsparłwszy się o kant biurka, unoszę się i ponownie siadam. Zasięgam się na nabitą kaczkę, że nie będę tak już mówił.Opad ustał, a my opuściliśmy nasze samochody, służące za parasole. Rodzielamy się na dwa teamy. Tych co wrócą (Pączek i Jaca) i tych co zostaną.Ci co zostali pojechali do Rzędek, w poszukiwaniu suchych skał. Gdzieś koło Rzędek jebnęło deszczem ponownie. Został więc Michał. Niestety i on nie wypalił, bo był areną komunijnych hulanek panienek w bieli. Nic straconego. Udaliśmy się do ‚domowego jadła’ przy drodze do Kroczyc. Bardzo wporzo lokal, żarcie niezłe, wręcz dobre, ceny atrakcyjne. Może czasem maszyna grająca ryknie, ale można ją spacyfikować pozbawiając zasilania.Podczas posiłku spotkaliśmy Krysię, co porzuciła Wojtka wiszącego gdzieś na Okienniku na pastwę sępów i głodu, a i na agresję asekuranta… Za wędkowanie zbyt konsekwentne ;)Po obiadku dajemy w skały bo już obeschło. Od razu do celu – na Studnisko, pod rysę ‚Heine Medina’ VI.1+. Czubek reklamuje, że sieknął oesem. To uderzam. Z dołu nie wygląda, że trudności dużo, może z 8m. Ale szybko rozumiem skąd taka nazwa. Układy choreograficzne jakie tam wyprawiam ciężko nazwać wspinaniem… Oczywiście obciążam skruszony pierwszy przelot i przechodzę trudności hacząc. Dalej już łatwo.Teraz kolej Magdy. Dzielnie brnie ku górze wędkowo. Kolejna ofiara ciężkiej choroby Heinego-Medina. Walczy dłużej, ale oczy pełne pyłu i ciało zaklinowane bez przyszłości zmusza ją do wzięcia bloka. Pogoda znów jakoś zaczyna się chrzanić więc dostaje dyrektywę likwidacji interesu. Co czyni. Po przejściu kruksa migusiem dociera do stanu.Jeszcze nie pada. To szybko i ja atakuję na wędkę. Rysa pozbawiona przelotów, co blokują ruchy, i odpowiednio zaczęta (plecki na prawej ścianie) puszcza w stylu TR. Ale stan ściągam już w deszczu, tak więc koniec na dziś.Ale kiedyś na nią wrócę i zrobię.
Ryczów, Rzędkowice – 11.V.2008

Dodaj komentarz