Weselny Smoleń

Powiedzmy sobie szczerze, że pogoda nas rozpieściła w ten weekend. I spędzenie soboty w Smoleniu niezwykle było przyjemnym wydarzeniem, nie dość, że wspinaczkowym, to jeszcze i imprezka się skroiła.

Na początek nowość w kwestii dojazdu – tym razem zaryzykowaliśmy i pojechaliśmy do Smolenia, nie przez Podzamcze, Pilicę jak to zwykle robiłem, ale przez Olkusz. Moim zdaniem trasa lepsza – dłużej jedzie się dwupasmówką, a na koniec zostaje jakieś 20km przyzwoitą drogą przez wioski. Szczepan radzi jeszcze jeździć przez Klucze, opuszczając olkuską drogę nieco wcześniej. I wygląda, że rozsądnie prawi.

A w Smoleniu multum ludzi! Oczywiście w związku zaproszeniem na Wieczór Młodo-Smoleński, który jak sama nazwa wskazuje odbył się wieczorem. Nim jednak nastał wieczór mieliśmy możliwość w pięknych okolicznościach przyrody się powspinać. Liście żółte, ciepło, po prostu bajka. I parę fajnych oesów padło, które Kustosz Szczepan polecił mi. Między innymi taki filar VI.1, czy ‚O Błędna Nazwa’ VI.1+ no i cukierek na czołowej ścianie, który przefleszował mi Brado – ‚Wehikuł Czasu’ VI.1+. Ale co do wyceny i nazwy mogę się mylić bo mi coś nie utkwiła w głowie.

A wieczorem ognisko w jaskini i hulanki oraz swawola… Niestety jako, że byliśmy tylko na początkowej fazie owej impry, to ciężko mi mówić co było dalej, ale początek był niezmiernie obiecujący. I Maćkowe leczo przepyszne, albo Kakusiowe rogaliki doskonałe.

Byleby taka jesień trwała i trwała… Bo to chyba najpiękniejsza pora roku w skałach. A temperatura wręcz idealna.

Smoleń, 11 październik 2008

Dodaj komentarz