‚Wartość sama w sobie’

‚Może wspinanie nie jest tu najciekawsze, ale brak tłumów, co jest wartością samą w sobie’ – tak mniej więcej określił Aptękę Inek. Korzystaliśmy więc z owej wartości, przy okazji całkiem niemało się wspinając.

Rzeczywiście ludzi tam nie ma. Byliśmy sami we czwórkę – Ania, Inek, Adaś i ja i żadnej więcej wspinającej się duszyczki. Pewnie dlatego, że zjazdowców nie ma. Bo to chyba największy minus rejonu. Motać trzeba stanowiska i kombinować, aby je potem pościągać. W zasadzie dla nas – wspinaczy Trad (tu kadzę Szwagrowi i sobie), to żaden problem, ale zawsze to drobna skaza na nieskazitelnej powierzchni rejonu.

Tradów tam bez liku, w różnych trudościach. Niestety drogi te rzadko są chodzone więc nieraz coś się pod ręką lub nogą poruszy lub ukruszy. Zachować trza czujność 😉

Południowa ściana, ta bardziej lita i płytowa ma parę ringów i spitów wbitych. Trzeba przyznać, że dość wiekowych, co szczególnie bolesne przy spitach. Natomiast ring jak to ring – wieczny jest, choć zarumieniony może być korozją. Tak więc dla wspinaczy sportowych na oesa czekają ‚Wyciski palczaste’ VI+, ‚Taniec lekkich goryli’ VI.1+ i jakaś nowiutka linia na lewo od niego (wycena około VI+). Oczywiście zawodnicy silniejsi mogą zmierzyć się z trudnymi drogami rzędu VI.3-VI.4 na oesa, ale łatwo nie będzie…

Da się oczywiście linie owe przehaczyć, czego byliśmy świadkami w wykonaniu Inczesława. ‚Klasztor Koszalin’ VI.4 wymagał jednak zastosowania szerokiego wachlarza technik hakowych… Nie obeszło się bez kijów dwóch długości czy zarzutu pętli za ring (‚smagnięcie lassem’). Było warto jednak, bo droga honorna jest. Wędziliśmy ją sobie z Inkiem potem, ale start na razie jest dla mnie całkowicie abstrakcyjny, a płyta powyżej baaaardzo trudna. No kawałek linii… Ciekawe czy ktoś to robił? Może pamięta patenty?

Apteka, 10 sierpień 2008

Dodaj komentarz