Walia

Znów mnie rzuciło na Wyspę, na miesiąc tym razem, więc pojawiła się okazja by kontynuować odhaczanie listy najlepszych rejonów Anglii. Tym razem padło na Walię.W dość ubogim składzie, bo tylko Sari i ja, wyjechaliśmy w piątek wieczorem. Jednak do Walii to kawałek drogi, więc aby móc się w sobotę powspinać, wypadało być tam już rano.Droga była bezproblemowa i dotraliśmy jakoś koło północy na Llanberis Pass. To przełęcz, którą prowadzi asfaltowa droga, a po lewej i prawej stronie górki, podobne z wyglądu do naszych Tatr zachodnich, ale skały mają kolor jak granit. Taki miszung.Spaliśmy w aucie. Pobudka miała być wczesna bo mieliśmy ambitny plan zrobienia klasycznej łańcuchówki składającej się z następujących dróg:1. ‚The Cracks’ HS 5a – Dinas Mot – 90m2. ‚Slow Ledge Climb’ VS 4b – Dinas Mot – 115m3. ‚Main Wall’ HS 4b – Diffwys Ddu – 140m4. ‚Gambit Climb’ S – Clogwyn y Ddysgl – 83m5. ‚Reade’s Route’ VDiff – Crib Goch – 66mPoszczegolne drogi oddalone są od siebie odcinkami pieszych spacerów. Taka uroda… Wielich ścian tam nie ma.Niestety życie okazało się mniej miłe, około 6tej rano zaczął padać deszcz, więc nasze wstawanie przesunęło się. Na szczeście jakoś się rozpogodziło nawet na tyle, że zarządziłem podejście pod Dinas Mot. Całe 15minut od auta… Jako, że na łancuchówkę szans już nie było, to zmodyfikowałem plan i zamiast łatwego ‚The Cracks’ wybrałem trudniejsze ‚Lorraine Variation’ HVS 5a. Droga ma 3 wyciągi, z czego drugi o długości jakieś 40m stanowi trudność. Okazała się wspaniała! Na początku skradaka połogą płytą, potem podejście pod przewieszoną ryskę, banzai!!! i… udało się i wylazłem ponad okapik, potem ekstra ryska do stanowiska. Trzeci wyciąg łączy się ‚The Cracks’ i wychodzi na wygodne półki. Sari trochę marudziła w kruksie, ale dzielnie ciągnąc na bloku ‚przedarliśmy się’.Chcieliśmy wyjść na wierzchołek Dinas Mot, więc jako ciąg dalszy wybraliśmy ‚Slow Ledge Route’ – jeszcze 3 wyciągi wspinu. Pierwszy miał być bez trudności po jakichś krzakach, więc Sari zarządała prowadzenia. Niestety trochę ją poniosło w innym kierunku i jak już się nie dało to założyła stan i mnie ściągnęła. W konsekwencji musiałem wykonać potężny dość trawers by dołączyć do innej już drogi. Nota bene bardzo pięknej – `Black Spring`. Niestety jak to trawers, szczególnie jest trudny na drugiego. Tak, że znów trochę trwało nim poszliśmy dalej. Ostatni wyciąg to długi filar, z piękną ekspozycją i widokami!Tempa nie mieliśmy żadnego prawie, więc marzenia o łańcuchówce odeszły w niepamięć. Do tego zrobiło się pierońsko zimno i pochmurno, więc postanowiliśmy zrobić sobie piesze rozpoznanie i podejść pod pozostałe drogi. Bardzo urocza wycieczka! Widoki wspaniałe i potężna liczba stawów wszędzie w okolicy.Na wieczór pojechaliśmy do Llanberis na jedzonko i posileni poszliśmy spać. Trzeba wypocząć, bo znów chcielśmy ambitnie…I okazało się jak zwykle… W nocy dupnęło śniegiem. Zima się zrobiła totalna. Mieliśmy jeszcze jakieś nadzieje, więc szpej spakowaliśmy do plecaków, ale podczas podejścia okazało się, że wspin jest nierealny. Wybór padł zatem na spacer na `Snowdon` 1085m. Spacer to w cudzysłowie mówię, bo wybraliśmy wariant własny roboczo można go nazwać `hard core`. Normalna zimowa turystyka.Podeszliśmy stromym żlebem na Grań Crib Goch, potem wzdłuż niej na Snowdon – tu pełna cywilizacja, nawet pociąg tam jedzie, ale aby sobie utrudnić zeszliśmy wprost w sąsiednią dolinkę, aby nie dymać daleko do auta. No nie powiem, było trochę deptania. Szczególnie, że róźnica poziomów pomiędzy autem, a Snowdonem wynosiła prawie 900m.Tak oto o 16tej już byliśmy gotowi do podróży powrotnej. Jak się okazało, tego dnia padał śnieg w całej Anglii! Ewenement jakiś!Powspinać to wiele się nie powspinałem, ale odwiedziłem ‚jednen z najsłynniejszych rejonów Wyspy’ i zdobyłem Snowdon – nietuzinkowym wariantem w warunkach zimowych.
Zapraszam do galerii, gdzie parę fotek z tego właśnie wyjazdu.
Walia, Llanberis, 6-7.IV.2008

Dodaj komentarz