Veni, Vidi i tyle

Skuszeni medialnym szumem i lekturą Magazyn Górskiego Nr 54 odwiedziliśmy Dolinę Brzoskwinki, by zweryfikować co zacz. Rejon ten leży tuż obok wsi Chrosna i znajduje się tuż przy autobanie i lotnisku w Balicach.

Dojechaliśmy tam, oszczędzając lichwiarskią opłatę za banę drobnym trikiem – jedziemy baną ile się da za friko, potem do Jaworzna na drogę 79, która w pewnym momencie przekracza wiaduktem A4, tam włączamy się do ruchu (bez bramek) i jedziemy do bąbelków i tajnego zjazdu tuż koło nich (również bez bramek). A potem wioskami do Chrosnej. Powrót już gorszy, bo w zasadzie cały czas drogą 79, ale i tak nie jest to tragedia. Tragiedia to jest przejazd drogą A4… Gdy za kupę kasy musimy pultać się po zwężeniach i ograniczeniach.

Ale wróćmy do sedna czyli Skał Chrośnieńskich. Parkujemy furkę na ładnym parkingu i po pięciu minutach dnem doliny, po lewej stronie (orograficznie po prawej) zaczynają się skałki. Mnóstwo nowiutkich ringów! Wielkością i wyglądem nie zachwycają, ale daliśmy im szansę. Na początek dwie łatwiutkie drogi, które poprowadziłem Trad (mijając rządek ringów jednak) na Żmijowej Skale. Potem wróciliśmy się nieco i próbowałem ‚Odkrywcy Nowych Światów’ VI.2+, tu kawałek fajnego wspinu, w przewieszeniu i po klamach, ale zatrzymał mnie koniec, bo nie mam do teraz pojęcia jak dotrzeć do ringa zjazdowego… Znaczy się udało się azerując 😉 Wróciliśmy jeszcze na Obchodnę gdzie oesem zrobiłem ‚Siostrzyczkę’ VI.1 i ‚Ordynatora’ VI.2. Płytowe drogi po małych chwycikach. I z kijowym socjalem. Asekurant stoi na stromym, błotnistym wzgórzu (zresztą dotyczy to większości dróg w Brzoskwince).

Gdzieś słyszałem, jak mówią, że owa Brzoskwinka, to nasza Frankenjura. Daleki jestem jednak od tego stwierdzenia. Mocny byłby to policzek w twarz Frankenu. Powoli zaczynam rozumieć, że to co miało być na naszej jurze odkryte, zostało odkryte 20 lat temu, a teraz zostały niedobitki jakieś, które nieco na siłę próbuje się tworzyć. Nie chcę być złym prorokiem, ale jeśli moda na Brzoskwinkę przeminie, to zarośnie ona migusiem i wróci do poprzedniego stanu. Chociaż imponuje mi kawał dobrej roboty, jaki tam został zrobiony, to jednak to nie jest to.

Popołudniem pojechaliśmy jeszcze do nieodległego rezerwatu Dolina Mnikowska – tam, dolina ma płaskie dno i po prawej i lewej wyrastają wysokie ostańce, to byłby rejon! Niestety tam rezerwat…

Taka konkluzja mi się więc rodzi – tylko w rezerwatach wciąż tkwi potencjał, a reszta już wyeksploroawana. Może jeszcze Szczepanowe Grodziska czekają, ale to chyba wyjątek od reguły.

Dolina Brzoskwinki, 19 październik 2008

Dodaj komentarz