Tłoczno…

Nie omieszkałem wykorzystać weekendu w Polszy, by odwiedzić nasze jurajskie ostańce.W odwiedzinach owcych nie dorównałem Magdzie, Jacy, Czubkowi i Waldkowi, którzy wizytację rozpoczęli już w sobotę. Suto okraszając napojami wyskokowymi, co dodać muszę.Dowiedziałem się w sobotę, że ‚pewnie, lepiej zostać w domu i przed szkiełkiem oglądać Magdę M, zamiast łysego co z nieba świeci. I ognisko…’ Tak mnie to Jaca kusił.Ale jako, że się nie skusiłem, to dołączyłem do nich w niedzielę. Nie tylko ja, bo w owym doborowym towarzystwie obecni byli jeszcze Ania, Szwagier, Docent z synem Jackiem, Marta ze Szczepanem, Maciek z nieznaną mi Białogłową. No i jakieś 3 tysiące innych osobników, nawet z innych krajów. Nawet nie wiem w jakim narzeczu się porozumiewali, ale wyglądało na wschodnie jakieś. Tak więc tłok był niemały.Zdołaliśmy jednak co nieco porobić. Zastaliśmy sobotnich balowników na ‚Zacięciu Jarzębinki’, a sami udaliśmy się na Dziewicę. Gdzie ja rozpocząłem od prowadzenia bezimiennej V+ na tylniej ścianie w stylu Trad. Potem szwagier rozgrzał się na ‚Filarze Dziewicy’ i ‚Skorkówce’. Także Docent skrzętnie wykorzystał sytucaję, że ekspresy tam wisiały. Jaca poszedł sobie na ‚Hiszpański Filar’. Magda z Waldkiem oblegali ‚Kołkówkę’, na której wędkę powiesił Czubek, prowadząc komin.

Duch nieodległych Igrzysk zagościł w naszych umysłach i nawet ścigaliśmy się z Magdą równolegle w biegu na Dziewicę (ależ to niejednoznaczne). Powiem prosto – było tłoczno, ba nawet było zimno do tego. I w pewnym momencie się zrobiło deszczowo, co wszyscy skrzętnie wykorzystaliśmy by pitnąć Do Michała. Na różne posiłki… Nawet na golonko! Co Jacę zmroziło…
Góra Kołoczek, 13.IV.2008

Dodaj komentarz