Studium psychicznego drenu

… czyli jak zmienia się percepcja trudności jako funkcja czasu spędzonego na Szczelińcu, na podstawie własnych doświadczeń podczas jednodniowego wypadu w Hejszę.

Eksperyment będący podstawą do poniższej analizy przeprowadzony został dość żywiołowo, bez wcześniejszych przygotowań. Eksperyment więc prezentuje jakość par excellence, pomimo że nie przewidywaliśmy, iż go przeprowadzimy 🙂 Inek zaproponował niedzielę w Hejszy i ostatecznie w dwuosobowym składzie tamże ją spędziliśmy.

Jak się okazuje gdy wyjechać o 6tej, to koło dziesiątej człowiek wbija się w pierwszą drogę. Tym razem była to ‘Myszołapka’ VIIa. U mnie morale jak najwyższe – droga wydaje mi się prosta, dobrze obita (2 ringi na 30m), ale to szwagier prowadzi. I widzę, że nie ma łatwo. Staje na tym, że poprowadzę na jego przelotach, zawsze to luźniej. Droga pada, ale morale już nadszarpnięte. Więc nie oponuję, gdy Inek, u którego morale jak zwykle topowe, ochoczo uderza na kolejną linię ‘Białe Myszki VIIb’, która pada OS. I znów prowadzę po jego przelotach i znów się udaje. Czuję się rozwspinany.

Zgodnie z teorią progresji trudności, teraz ja powinienem coś poprowadzić – idę na klasyka ‘Skrzydlata Polska’ VIIc. Ostrzeżony tylko aby za silnie nie ciągnąć za imponujące skalne przyrodzenie, sterczące zawadiacko, ruszam w nieznane. Świetna droga – wymagająca, ale nie tak by całkowicie wykończyć, a wspomniane przyrodzenie jest świetną klamą rzeczywiście. Nie urwałem jej 🙂 Zostanie dla kolejnych śmiałków.

Teraz Inek. Mierzy wysoko bo w ‘Kabaret Starszych Panów’ VIIIb. Mnie droga już od wstępu wydaje się nie do zdobycia, pomimo że morale duże i nakarmione udanymi wspinaczkami, ale Inek twardo atakuje. Kolejne próby wyjścia ponad osadzonego węzła, a do ringa ciągle brakuje ze 2 metry. Mnie morale już spadło, pomimo że jestem asekurantem 🙂 Już zaczynam się zastanawiać, co będzie dalej jak już się do tego ringa wepnie… Bo przecież to jakieś 10%, a przed nim jeszcze hektar i to wyglądający o wiele gorzej. Chwilę potrwało nim i Inek odpuścił, ale zszedł więc nie zatrzasnął przed sobą szansy na stylowe przejście.
Jeszcze 20 minut temu mnie kusiło, na coś trudnego, jakąś ósemkę może? Ale gdy tylko odnajduję w przewodniku linię ‘Łatwa siódemka’ i do tego z pięcioma ringami to wiem, że to coś dla mnie. I rzeczywiście wspinanie komfortowe, aczkolwiek daleko mu do komfortu jurajskiego. A czujny trawersik i wyjście ryską na koniec to całkiem, całkiem ruchy. No ale oklaski ludzi podziwiających owe widowisko z tarasu na Szczelińcu? Bezcenne… Czy na jurze ktoś nam klaszcze gdy skończymy drogę?

Teraz Inek – wybiera ‘Ciankiego Bolka’ VIIIa. Na dole 2 ringi potem długo nic i jeszcze jeden. Droga płytowa po małych chwycikach, czyli coś co Inek lubi najbardziej (to oczywiście wypowiedź żartobliwa i nieprawdziwa). I niestety tutaj też bez sukcesu.

I teraz dochodzimy do sedna całej teorii. Jest już popołudnie, parę dróg w rękach i wybór kolejnej drogi coraz trudniejszy. Opisy w przewodniku wydają się coraz bardziej zagmatwane i znalezienie jednoznacznych, wydawać by się mogło linii, coraz trudniejsze.

Chcemy zaatakować ‘Mysie Harce’ VIIb, które polecał nam Klamer, ale nijak już nie mogę się przekonać, że to tutaj. Prawdę mówiąc, to patrząc na sąsiednią ‘Myszołapkę’, którą zrobiliśmy parę godzin wcześniej, to nie wierzę, że to się udało. Summa summarum oddaję prowadzenie Inkowi, pomimo że moja kolej. A on skrzętnie korzysta. Wspina się powoli, ale ciągle idzie. Odległość od pierwszego do drugiego ringa spora. Pewnie ponad 10m. I moment gdy się do niego Inek wpiął, u mnie spowodował wielką ulgę. Pewnie u niego też 🙂 Niestety wyjście ponad niego okazało się sprawą niełatwą, za dużo podejść kończy się blokiem. A szkoda, bo zasłużył na oesa.

Idę na drugiego, ale tak na prawdę to chciałbym aby już było po, abyśmy już się zwijali i szli na pierogi do ‘Perełki’… Na szczęście droga poprawia mi humor, bo jest świetna! Wykminienie ruchów na oesie, szczególnie przy pierwszym ringu na filarze jest nie lada zadaniem! Nawet na drugiego sporo mi to zabrało. Miejsce, które zatrzymało Inka, dla mnie nie było szczególnie hardowe, ale mogę sobie wyobrazić że po 20m wspinania, dość wymagającego psychicznie, zrobienie nieco trudniejszego ruchu może wykończyć.

Powiecie, czym tu się podniecać – przecież drogi przewodnikowo łatwe, nawet nie doszliśmy do nędznej ósemki żadnej. I ja tak zawsze mówię rano jak staję pod Szczelińcem, ale po południu… Odległości między ringami zawsze są większe, ruchy trudniejsze i drogi, które parę godzin wcześniej wydawały się parchami stają się o wiele poważniejsze… Spróbujcie sobie, a zobaczycie  o czym mówię 🙂

Południowe Ściany Szczelińca, 13 wrzesień 2009

A w galerii do obejrzenia parę fotek.

Dodaj komentarz