Śmiertelny wypadek naszej klubowej koleżanki

Złe wieści szybko się rozchodzą, dlatego pewnie większość z Was już wie o śmiertelnym wypadku, który wydarzył się 10 września na Górze Birów. Jednak pewnie nie wszyscy zdają sobie sprawę, że tragedia ta spotkała naszą klubową koleżankę – Gienię Siewierską.

Szczegóły wypadku nie zostały jeszcze ustalone, nie jest naszą rolą analiza czy spekulowanie. Natomiast znalazły się osoby, które chcą dziś podzielić sie swoimi wpomnieniami o Gieni, w ten sposób przybliżając jej sylwetkę zwłaszcza tym, którzy jej nie znali. 

1_str.jpg

Dzisiaj (11.09.2016 r. – niedziela) dowiedziałem się, że Gienia Siewierska/Szibel zginęła w skałkach wczoraj o 16.10. Zrobiło mi się bardzo smutno. Odeszła moja dobra koleżanka.

Zaczęła się wspinać trochę wcześniaj ode mnie. Pamiętam Ją jako osobę zawsze uśmiechniętą i pozytywnie nastawioną do życia. Była drobną dziewczyną z dużymi okularami, która bardzo dobrze się wspinała. Z powodu swojego małego wzrostu wiele trudności skałkowych musiała pokonać dobrą techniką. Sprawiało jej dużą satysfakcję, że może dorównać facetom.. W Tatrach często chodziła na drugiego, nie zależało Jej na przodowaniu. Cechował Ją spokój, opanowanie i inteligencja w działaniu. Wokół Niej zawsze kręciło się wielu chłopców, ale na dalszą drogę życia wybrała Bodzia. Na obozy najczęściej jeździła w towarzystwie klubowych kolegów i głównie z nimi się wspinała. Wieczorami lubiła prowadzić długie i ciekawe dyskusje o nauce, sztuce i literaturze. Przecież była fizykiem po Wydziale Matematyczno-Fizycznym Politechniki Śląskiej. Zapamiętałem Ją jako osobę uczynną i bardzo życzliwą dla innych. Zawsze dążyła do pogodzienia racji wszystkich. Nie lubiła się kłócić.

Ta dzisiejsza smutna informacja przywołała wszystkie te miłe chwile, które udało mi się spędzić w towarzystwie Gieni. To był czas naszej młodości, okres gierkowskiego PRL-u, czas skałek, klubowych obozów w Tatrach, Pirenejach i Dolomitach. Szkoda, że ludzie tak szybko odchodzą.

Mirek Szumny

2_str.jpg

Głos młodego pokolenia, które wspinało się ostatnio z Gienią:

Czy mogłabym powiedzieć coś od siebie o Geni?

Wiadomość o tym, że miała śmiertelny wypadek nie dociera zapewne jak i do mnie tak i do większości. Spędziłam z nią parę ostatnich lat.

Nie chcę pisać o tym jaka była, ponieważ żadne słowa nie oddadzą jej osoby czy tej znajomości. Wszystko co mogłabym powiedzieć wydaje się oczywiste, a przecież każdy z nas na własnej skórze doświadczył fenomenu jej osobowości.

Gdyby ktoś obcy zapytał mnie: to jaka była ta Twoja Gienia? (Wiem, że starszyzna nazywa ją Genią, dla mnie ona jednak zawsze będzie Gienią.) Odpowiedziałabym, że była malutką osóbką o wielkim sercu dla ludzi i pasji.

Malutką, ponieważ niewidoczna za kierownicą swojego dużego samochodu, nie kończyła dyskusji na temat parametryczności dróg wspinaczkowych. Jednak jej drobniutka postura nie kolidowała z walecznością. Nie raz dawała ‘popalić’ w skałach wielu młodszym czy silniejszym od siebie kolegom.

O wielkim sercu, ponieważ każdy z nas doświadczył jej bezinteresowności i oddania. Przy niej określenia typu ‘generation gap’ traciły na znaczeniu. Wielu moich znajomy jak i ja chciałoby ją zasymilować do swoich rodzin. Nie oceniała, a w licznych rozmowach była szczera zarówno z nami jak i ze sobą. Otwartość w podejściu do świata i ludzi zjednywały jej przyjaciół. Takich przyjaciół, którym strata jej osoby nigdy nie będzie możliwa do zrekompensowania.

Renia

Zdjęcia – Mirosław Krawczyk

 

Dodaj komentarz