Ścianka na dworze

Realizując eksploratorską pasję, zapędziliśmy się wczoraj z Docentem do Suliszowic.

Wybraliśmy sobie za cel Kazalnicę Suliszowicką. Nawet bezproblemowo udało się trafić, no może na początek przejechaliśmy modrzewiowy zagajnik przy którym się parkuje, dla ścisłości – zagajnik jest ale nie przy drodze, a nieco w głębi.
Summa summarum, pośród przepięknej przyrody, ukazała się niewysoka skałka, ale wspinaczkowo obiecująca. Bo właściwie każda ściana przewieszona! Najdłuższe drogi mają 15m.
Zaatakowaliśmy od VI.1+ (niestety większość dróg nie ma nazwy, troszkę szkoda…) na wschodniej ścianie. Wywalona była, ale szufle przepiękne! Tak sobie pomyślałem, że jakby miała 30m to byłaby piękną westową drogą! Normalnie jak ‚Ceredosaurus Rex’ na przykład!
Potem atak na kolejne VI.1+, ale jakoś trudniejsze było znacząco – podejrzewam, że obeszliśmy właściwą linię po fakerku jednak.
I tak raz za razem robiliśmy drogi w stopniu VI.1 do VI.1+, spróbowałem jedną VI.2, ale okazała się być zbyt siłowa na me mizerne bicki. W zasadzie każda z dróg ma raczej charakter siłowy – dość są krótkie i uklamione, ale targnięć wymagają.
Moim prywatnym zwycięzcą w pięknie jest droga o numerze 9 w przewodniczku. Klamy i do tego trawersik w wywaleniu. I w zasadzie ciąg cały czas, jeśli można mówić o ciągu gdy droga ma 10m wysokości 😉

Rejonik fajny, taki jednodniowiec. Idealnie zastępuje ściankę! I szczerze powiedzieć trzeba, że okolica jest prześliczna. Pagórki, cywilizacja jakaś taka mizerna – tutaj nie dotarły jeszcze hotele, agroturystyki, sklepy i inne atrakcje. Pewnie warto się przejechać teraz, bo za 10 lat okaże się, że to centrum przemysłu turystycznego i będzie za późno!

Kazalnica Suliszowicka, 18.VI.2008

Dodaj komentarz