Przybliżamy nieznane – Kruk

Sobotnie wiatry mocno nadwyrężyły moją kaczkę, i proszę nie mylić tu bezczelnie gastrycznych problemów z prawdziwym wichrem na Pławku! Wiało bowiem przez kilka godzin solidnie, co doprowadziło do silnych boleści całego organizmu. A to tylko parę godzin surfowania było… Jednakże właściwie wklepywane maści, właściwymi rękami i we właściwych miejscach pozwoliły na regenrację i kontynuację cyklu poznawczego ‚Przybliżamy nieznane’.

Inek polecił Kruka, którego sam rozpoznawał ogniem w sobotę. ‚Jedźcie tam’ – mówił – ‚nowe ringi, parę dróg tak do VI.3 i parę Tradów’. Skorzystawszy z takiej reklamy udaliśmy się z Anią pod owego Kruka. Znaleźć nietrudno, a i drogi rozpoznać nam się udało nawet ze staruteńkim przewodnikiem Kiełkowskich pt.: ‚Góra Zborów’. Najprościej pod Kruka dojść skręcając z polanki prowadzącej do kamieniołomu pod Dwoistą, w prawo, w szlak dla koni (z dżokejami raczej te konie) i potem stromo pod górę taką leśną ścieżką.

Ale Wojtek z Krysią i kolegą Arturem (Grenlandia Team) trafili od innej strony, my zresztą też od innej, wniosek więc nasuwa się jeden – wszystkie drogi prowadzą do Kruka.

Sam Kruk to skała o wysokości około 15-20m, a na niej jakieś 15 dróg. Z czego dwie VI.3, dwie VI.2 i reszta to VI.1-VI.1+ i ryski Trad. Godne polecenia są według mnie ‚Kości młodości’ VI.2 (łatwe) i świetne, przewieszone ale bezimienne VI.1 na lewo od ‚Czarnego Filara’ VI.2. Wojtek z Arturem polecali też VI.3 (coś z ‚Murzynkami’ w nazwie), ale nie robiłem więc się nie wypowiem.

Takie to moim zdaniem jest miejsce jednodniowe – trzeba poznać, porobić drogi i powrócić (raczej po latach). A jako że socjal bardzo ładny i ringi nowiutkie, to polecam na dni ‚lajtowe’. Wystawa południowa.

Kruk – Góra Zborów, 24-08-2008

Dodaj komentarz