Piaseczek

Nawet jakby, to na piaseczek, korzeń zasłonimy plecakiem…

W naszym subiektywnym przeglądzie rejonów nie było jeszcze, choć nieodległe, mrocznych niczym Fangorn czeskich piachów – pewnie dlatego, że prawdziwy samuraj powinien być skromny i nie przechwalać się swoimi wyczynami. „Ty napisz, byłaś pierwszy raz, twoja relacja będzie bardziej autentyczna”.

Bic VIIb/VIIc - Věž Jardy Berana Zawsze leżały poza obszarem moich zainteresowań. Z opowieści wyłaniał się obraz krainy dla desperatów i samobójców, w której każde prowadzenie to wyzwanie porównywalne z przystąpieniem do pojedynku na broń sieczną. Nie przypuszczałam, że walka o życie może sprawiać mi przyjemność, więc w ogóle się tam nie wybierałam. Zmieniło się w zeszłym roku, kiedy na dwóch wyjazdach bezpośrednia styczność z pięknym, złocistym, grubokrystalicznym granitem ujawniła, że warto umieć wspinać sie w rysach. A gdzie, bliżej niż za oceanem znaleźć rysy do treningu? W piachach, mówili.

Doc na Rozplavba VIIcWięc jesteśmy z Docentem w piaskowcowym raju, czyli Teplicach. Doc jest odważny, więc nawet jak nie znajdę w sobie motywacji do prowadzenia, to coś tam sobie potrenuję na drugiego. Wraz z kilkoma tysiącami majówkowych turystów przechadzamy się pod pałkami, oglądamy formacje, staramy się je znaleźć w przewodniku (co nie jest proste, gdyż w przewodniku skały są narysowane tylko w rzucie z góry), kiwamy głowami i idziemy dalej. Duża część dnia nam tak schodzi, w poszukiwaniu rejonu który nie wyrastałby wprost ze ścieżki turystycznej (A czy państwo się nic, wcale nie boją?). W końcu znajdujemy, nawet duży. Ale drogi jakieś dziwne. Nie puszcza jedna, druga, trzecia tylko do dwóch trzecich… W końcu wracamy na ścieżkę pod imponujące zacięcie – przynajmniej wiadomo, czego się trzymać. Docent naparł, używając znanej i lubianej techniki dulfra i sukces! Bic VIIb/VIIc – Věž Jardy Berana. Mimo że na drugiego, luziku jakoś nie czułam, wręcz przeciwnie. Sprawdzamy książkę na szczycie – w tym roku jesteśmy pierwsi. Wszystkich wpisów od 96r. zaledwie kilkadziesiąt, polskich żadnych. W całym rejonie nie widzieliśmy żywego wspinającego się ducha… czy tu w ogóle ktoś przyjeżdża?

Peter na Virus Germanicus vel Spara VIIc - rekawiczki i długie spodnie niezbedne... Sobota, dziś ma przyjechać Piter, więc czekamy na niego. Zdecydowaliśmy, że on będzie dziś prowadził 🙂 Dla odmiany idziemy pod najbliższą od wejścia do parku skałę. Po krótkim przedzieraniu przez las, słyszymy głosy – to dwóch rozrywkowych Czechów wisi na skale. Oświecili nas, że tu drogi są nowe i nie znajdziemy ich w przewodniku. Cóż zostało – Piter popatrzył, wybrał najbardziej przewieszoną i naparł. Gładko przebył kruksa przed pierwszym ringiem, potem urwał kawałek okapu, przebył kruksa przed drugim ringiem i już spokojnie pokonał pozostałe 20 metrów. Ja nie przedarłam się przez pierwszy bulder nawet na drugiego, ale Docent poradził, więc jak tradycja nakazuje, zespół stanął na wierzchołku – jak się okazało później, było to Dočasné Zatížení IXa. Potem idziemy pod polecane przez Czechów „żółte kruchy”. Są. 3 na 30 metrów. Docent poszedł i włoił, my za nim. Niesamowity widok z piaskowcowej pałki, słońce zachodzi za skały, sokół maltański kwili, tu jest naprawdę pięknie. Może by jednak…

Doc na Virus Germanicus vel Spara VIIcNiedziela – przez cały wieczór i poranek chłopaki mówią, że dzisiaj jest mój dzień. He he – jak na razie nie znalazłam formacji dla siebie, ale kto wie, może ona gdzieś tu jest. Idziemy w najdalszy las, przez wąwóz, za źródełkiem w prawo i przez iglaki. O dziwo, w najdalszym lesie są ludzie, wspinają się i co chwilę wychodzą z buszu kolejni – razem kilkunastu horolezców napierających hromadnie na wszystko dookoła. Pierwotnie upatrzony filarek jest zajęty, więc szybko rozsiadamy się pod innym. Powtórzenie kilkadziesiąt razy, że to moja droga, działa – myśl ta została oswojona. Zabieram wszystkie smyczki i węzełki jakie mamy, i idę. Krachloid VIIb Była ryska, fajne piaskowcowe talerze i giełganie się na połogie u góry – przebyte trochę w transie.  Z rozpędu i euforii robię drugi filarek, też za VIIb po czym oddaję linę chłopakom. Zasiekali rysę Virus Germanicus vel Spara VIIc – jedyną drogę, na którą Czesi NIE napierali. Za to wietrząc atrakcje, przerwali łojenie i rozsiedli sie pod skałą popatrzeć. Atrakcji jednak nie było – Doc tylko w kruksie zakrzyknął „kur..”, po czym „o przepraszam” i włoił. Na deser wkosiliśmy wszyscy piękną i komfortową Cestička K Domovu VIIIb/IXa, ja w AF-ie, a chłopaki bez restowania.

Niniejszym potwierdzam, że w Teplicach są rejony i skały dla ludzi, którym nie brakuje piątej klepki, zwanej też instynktem samozachowawczym. Są drogi, które mają 5-6 ringów i po wpięciu w pierwszy nie grozi glebowanie. Trochę ich trzeba poszukać, ale warto. Wspinanie w piaskowcu jest przepiękne, uczucie, gdy się wyjdzie na piaskowcową pałkę – bezcenne:-)

Dodaj komentarz