Off-width Masta

Odcinek 2., w którym Jaca zaczął się wspinać, a nam z Piterem naprzemiennie wydawało się, że coś już kumamy z tych rys oraz że nic z nich nie kumamy.

© Andrzej MarciszKolejny uroczy poranek na campie, spokojnie czekamy aż słońce wychynie zza skał, wiewiórki swawolą, ranger żywcem z misia Yogiego wyjęty n-ty raz przypomina, żeby zamykać antyniedźwiedziową skrzynię na jedzenie, długie niespieszne śniadanie, na co byśmy dzisiaj chcieli naprzeć. Ja na to, że spróbowałabym jakiegoś off-widtha — w końcu to miejscowa specjalność. Mówię i mam — już 3 godziny później stoimy w lesie pod 10 metrowym głazem pękniętym na pół, który Jaca reklamuje jako najtrudniejszy off-width w okolicy, o wymiernej wartości 5.11d. Dla zachowania zdrowia psychicznego już dawno przestaliśmy przeliczać, więc spokojnie czekamy, aż nam pokaże, z czym to się je. No i pokazał — pierwsze 2 metry klinowanie pięści, a potem złożył ręce razem, nogę całą wraził do środka i używając tych dwóch punków zaczepienia niczym małpy i krolla płynnie, ruchem gąsienicy przemieścił się do góry. Jaca stosujący technikę leavitacji na BadAssMommie fot. Andrzej MarciszTrwało to może kilka minut i wyglądało przystępnie. Jakież więc było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że się nie da! Pomimo długiej i zaciętej walki, toczonej nie zważając na obrażenia przez resztę dnia, żadnemu z pozostałych mistrzów skały nie udało się przejść momentu, w którym dwie złożone razem ręce pracują jak camalot nr 4.

Następny słoneczny upalny dzień, jedziemy na Cookie Cliff — skały, w których od lat zdobywcy tutejszych granitowych monolitów szlifują technikę poruszania się w tutejszym wygładzonym granicie i rysach. Nasz cel do szlifowania, Outer Limits, szlifuje już para Francuzów, więc bez zbędnej zwłoki, ale i bez pośpiechu Jaca ubrał się w odzież ochronną (długie spodnie, polar, nakolanniki) i wstąpił w Strefę Mroku, znaczy naparł na swój cel — Twilight Zone 5.10d ow. Właściwego off-widthu z dołu nie widać dobrze, ale gdy już go zobaczył, się skrzywił i nie wyglądał na szczęśliwego, że jest tam gdzie jest. Twilight ZoneZagłębił się w rysie połową organizmu i przez następne 40 minut przebył 35 metrów do końca off-widthu wykonując ruchy niezauważalne nawet dla uważnego obserwatora, od czasu do czasu gmerając nietkwiącą w rysie nogą po gładkiej ścianie. Podejrzewając, na podstawie tempa jego wspinaczki, jakiś horror, odmówiliśmy pójścia tam na drugiego — więc Czytelników zainteresowanych, czym jest Twilight Zone odsyłam do bardzo ciekawego i obrazowego opisu Petera Haana. Nadmienię tylko, że wymieniony przez autora Generator Crack, który zaleca przed wbiciem się w Twilight przejść wielokrotnie na wędkę, lewą i prawą stroną, do momentu aż stanie się tak łatwy, że można by zrobić go bez liny, Maciek Ciesielski określił jako „najtrudniejsze 15 metrów jakie w życiu poprowadził ;-)”. A my z Piterem musieliśmy odejść spod skały z lepiej lub gorzej rokującymi porachunkami do załatwienia.

Ktoś może zapytać, po co w ogóle ciorać się w takich niewdzięcznych formacjach — ani w tym finezji, ani piękna ruchu, tylko mozolne zdobywanie centymetrów z pomocą prawie całej powierzchni ciała. Otóż ciorać się trzeba dlatego, że na większości średnich i dłuższych dróg-które-należy-tutaj-zrobić, czyha gdzieś w środku wyciąg off-widthowy.

Do końca wyjazdu padły jeszcze Central Pillar of Frenzy na Middle Cathedral oraz East Buttress tamże w wykonaniu zespołów Outer Limits fot. Jaca ZaczkowskiMagda – Piter i Andrzej – Rysiek oraz Rostrum wciągnięte przez Jacę i Andrzeja, a także — najlepsza cyfra wyjazdu — Cookie Monster 5.12a włojony przez Pitera na rozgrzewkę z wieszaniem ekspresów, przy niemym podziwie lokalsów zebranych licznie pod ścianą. Na szczęście potem lokalsi sobie poszli i nie widzieli naszej szczerej walki o odzyskanie sprzętu na Outer Limits 5.10b, który przyjmując szerokość cama 2, a na końcu nawet 3, zakatował nas zupełnie.

Ze sporym zdziwieniem odkrywam u siebie skłonności grafomańskie — wszystkich, którzy doczytali aż dotąd, proszę o zasygnalizowanie tego w jakiś sposób 🙂

Do licznie wśród nas obecnych purystów językowych — wiem o istnieniu polskiego słowa przerysa, ale uważam, że przerysy mogą sobie być u nas, a tam są prawdziwe off-widthy.

M

Dodaj komentarz