Odszedł od nas Sikor

Zapowiadana od przynajmniej trzech lat likwidacja Sikornika stała się faktem. Zgodnie z tajemną wiedzą Lonstara (Piter Z) pewne elementy obiektu mają stanąć na powietrzu, razem z parkiem linowym w Czechowicach. Ale co się stanie naprawdę to zobaczymy. Tym niemniej warto przybliżyć pierwszą w Gliwicach ściankę z prawdziwego zdarzenia.

Powstała w roku 1998 z inicjatywy trzech osób , Pitera Z, Zbiga i Owsika, które wyczarowały dość pokaźną sumę chodząc od drzwi do drzwi różnych instytucji. Pierwotnie miała stanąć w szkole na Koperniku, ale los chciał niestety inaczej.
W tym czasie w Gliwicach istniał jedynie słynny szyb KW- dumnie brzmiąca pierwsza ścianka w Polsce (szyb stoi do dziś)–  będący w praktyce wylęgarnią wszelakich kontuzji i chorób. Kontrast pomiędzy szybem, a Sikorem był ogromny. Pion kontra dach, chwyty samoróby drewniane przeciwko nowym – żywicznym, brud plus zimno i odchody gołębi przeciw czystej sali i szkolnej szatni (czystość nie osiągnięta do dziś na żadnej ze ścianek naszego miasta!). Projekt i wykonanie powierzono Monolitowi, który miał za sobą już nową ścianę na AWF-e w Katowicach (ich flagowe i niedoścignione dzieło), a rysunki w autocadzie powstawały w ówczesnym mieszkanku Wojtka, tuż obok przyszłego obiektu. Rysował też mieszkający jeszcze w Polsce Jacek D., brat Młodego – przyszłej i chwilowej gwiazdy dachu. Jacek po zapoznaniu się z planami powiedział mi: – Stary!, tam będzie ogrooooomny dach. Wyobraziłem sobie więc dach, który- jak się potem okazało- nawet w trzeciej części nie był rozmiaru sikornikowego potwora.

Poniżej Jacek Jurkowski startujący w dach podczas Pucharu Polski

Mimo kontrowersji i kłótni co do sensowności budowania dachu aż takiego rozmiaru, ścianka ostatecznie stanęła osiągając 9m wysokości, a dach dostał przynajmniej tyle samo długości. Rzut oka na profil ścianki przerażał każdego przyzwyczajonego do pionu szybu, a i do jurajskich ekstremów.

Na inaugurację działalności przygotowano zawody, w domyśle lokalne stały się całkiem ciekawą imprezą skupiającą najlepszych polskich zawodników, a wygrał dość nieoczekiwanie Jacek Jurkowski dystansując mocno pozostałych. Po zawodach ścianka ruszyła.

Od razu zaczęły się kwasy co do przynależności obiektu, kwestii odpowiedzialności i opieki nad nim. To fatum ciążyło w zasadzie do okresu schyłkowego, a ściana była traktowana przez kolejnych dyrektorów szkoły, a także przez UM Gliwice, jako problem, który trzeba jak najszybciej zlikwidować, a przynajmniej zrzucić na barki kogoś innego i przez to wiele razy była na krawędzi zamknięcia czy to po jednej czy po drugiej stronie. Dodatkowo wszyscy kantowali z wejściówkami, nikt nie chciał ich sprawdzać, trwały nieustanne boje ze sprzątaczkami, które wnerwione musiały sprzątać tony magnezji aż do godziny 22.30, więc generalnie sytuacja była napięta.

Poniżej rzut oka na ścianę. Zdjęcie wykonane podczas Pucharu z największą frekwencją publiczności.

Stojąc naprzeciw (z franc. ą fas) ściana składała się z trzech części. Całkiem po lewej był tzw. pion, podzielony na dwie części, czyli dykta i urzeźbione płyty. Na tych płytach powstała droga po samej rzeźbie, która dość dobrze imitowała juraskie cuda. Następnie po prawej był ciąg trzech urzeźbionych płyt (też szarych), ale już przewieszonych. Niestety pośrodku powstała ogromna półka, która w zasadzie rozbijała możliwość treningu w tym obszarze ściany. A jeszcze na prawo straszył dach. Podejście pod dach stanowiło około 7m lekkiego przewieszenia, sam dach jak już wspomniałem miał około 9m długości (przy czym nie był on jednolity – miał lekkie załamanie w środku), a nad nim było jeszcze z 2,5m wyjścia. Po pionowych bokach nikt się nie wspinał, za to dawały one możliwość chodzenia kantami. W praktyce w dachu biegły od zawsze 3 drogi, lewy kant, środek i prawy kant.

Dla kogoś wspinającego się na naszej Jurze nawet w stopniu VI,3 przejście środka dachu było ekstremem. Poruszanie się w takiej formacji wymagało stosowania całkiem innych rozwiązań (czytaj: trzeba było po prostu użyć siły, oswoić się z haczeniem pięty czy palców, wisieć na wyciągniętej ręce przy wpinkach itd.).

Ale już od początku znalazła się grupka kilkunastolatków, która niejako od Sikora zaczęła i później z powodzeniem przełożyła to na skały. Do dziś wspina się trzech z nich, czyli Paweł D., (pamiętajmy, że pierwsze i jak dotąd jedyne gliwickie VI,7), Kamil (VI,5+6) i Marcin (8b). Czy ktoś pamięta jeszcze Cyca, czy Bumera? 🙂

Na sikorze rozegrano także cztery serie zawodów Pucharu Polski na trudność i na czas. Myślą pierwszej edycji było pozyskanie środków na bulder na Polibudzie (o tej nieistniejącej już ściance następnym razem), co z całkiem nowym jak na Gliwice przedsięwzięciem dało spory zapał i chęć pracy (tu muszę wspomnieć, że np. razem z Pawłem D. odkręciliśmy wszystkie chwyty z dachu bez pomocy rusztowania). Co jakiś czas odbywały się też całkiem sympatyczne „zawody” lokalne, które oprócz demonstracji przewag wspinaczkowych w założeniu były ściepką na nowe chwyty.

W ostatnich dwóch latach ścianką zaopiekowali się harcerze, którzy tez organizowali tam zawody.

Eksploatacja nieodłącznie związana była z wieloma nieoczekiwanymi zdarzeniami. W panującym tam chaosie i najczęściej przy braku jakiejkolwiek kontroli, za niewiarygodne szczęście trzeba uznać, że nikt tam po prostu się nie zabił. Natomiast było kilku lotników-pretendentów. Wymienić trzeba kilka lotów na linie źle wpiętej do gri-gri, które kończyły się klapnięciem lub tupnięciem o parkiet, wspomnieć można o gościu, który w szarym przewieszeniu wszedł na półkę po prosił o blok, obciążył linę i znalazł się na ziemi łamiąc obie nogi w kostkach. Ale zapomnieć nie można o naszym kaskaderze Piterze Shakin T., który to wszedł w dach olewając wpinkę na jego początku, minął kolejną (nie udało się wpiąć), ale z nadzieją dotarł do krawędzi dachu, gdzie znów się wpiąć nie udało. Asekurujący go Jaca był już raczej zdenerwowany, lecz na przemyślenia za wiele czasu nie było, bo
Piter T. opuścił chwyty. Ratując sytuację Jaca rzucił się w tył naciągając tym samym linę, co spowodowało, że Piter T. lotem koszącym wbił się w ścianę na poziomie zero. W konsekwencji przestał w zasadzie chodzić na jakiś czas.

W sumie szkoda tego sikora.

Dodaj komentarz