Łysy półmaraton

Niestety niedzielne plany wspinaczkowe pokrzyżowały nam pogoda i jurajski półmaraton.

I tak zamiast w Kobylanach skończyliśmy w Łysych skałach. Ale nie za wiele czasu tam spędziliśmy, bo po zrobieniu jednej drogi – ‚Prawego Leśnego Dziadka’ VI.1+, którego zdobycie opóźniane było przez lekkie opady deszczu, udało się jeszcze powiesić ekspresy na ‚Prostowaniu Zulusa Czaki’ VI.2+. Niestety bez możliwości dokończenia i zrobienia RP, bo zlało już na tyle, że było pozamiatane. Alebo raczej pozmywane.
Zatem w skocznych rytmach Krzyśka Krawczyka wspomaganego przez Bohdana Smolenia zjedliśmy jeszcze posiłek w zajeździe na stacji w Jerzmanowicach (zabójczo niskie ceny… ech gdyby na naszej jurze były takie knajpy) i ruszyliśmy doma.
Oczywiście wbrew prognozom im bliżej domu tym lepsza była pogoda, gdy ICM mówił rano całkowicie na odwrót. No taki czasem los z prognozami… I jak to błyskotliwie Czubek powiedział do Ani, która w komórce ICM na żywo sprawdzała – ‚I po co tam patrzysz, przecież ja widzę jaka tu jest pogoda – pada!’. Doświadczony mężczyzna… Nic dodać, nic ująć.

Ale za to w sobotę, znaleźliśmy z siorką coś fajnego podczas spaceru u Babci. Otóż pchając wózek z Karo, zajechaliśmy do kopalni ‚Saturn’ w Czeladzi, gdzie utworzono zalążek muzeum. W jednym z budynków zrobiono galerię sztuki nowoczesnej, w dość (szczególnie dla mnie) ciekawym otoczeniu maszyn stuletnich. Na przykład ‚Wanda’ – sprężarka z 1903 roku, pokaźnych gabarytów mocno. A jaki pulpit sterowniczy!!! Jak z ‚Nautiliusa’. Dla fanów techniki po prostu cukierki. Warto trzymać rękę na pulsie, bo muzeum ma być rozbudowywane.

Łyse Skały, 15.VI.2008

Dodaj komentarz