Kiedyś jak byłem silny…

Kiedyś jak byłem silny to mogłem se wędkować ‚Science Fiction’, ale teraz to dygocę tam i podryguję opętańczo próbując ucapić chwyty, śliskie nota bene pierońsko. Nie ma letko tam, trzeba przyznać.

Ale na szczęście musiałem tam zrobić tylko jedną przystawkę, a pozostałą część dnia spędziłem na uroczym, i moim chyba ulubionym, oesowaniu. Co prawda na Zborowie to niełatwo mi już oesować, więc pozwoliłem sobie na pewnie ograniczenie pułapu wymagań i skoncentrowałem się na konkurencji ‚oes po latach’. Tym właśnie stylem padła ‚Lewa Pilchówka’ VI.1 i ‚Pół żartem, pół serio’ VI.2+ i nie wiem, które pół było żartem bo cała droga była serio. Hehe.

Aby nie było – prawdziwe oesy też zrobiłem, takie najprawdziwsze. Trzy na klasykach Trad, tak by i Ania się powspinała (‚Sedes’, ‚Filarek Halinki’, ‚Słoneczny Filarek’) i jeden na Skale Gąsieckiego na drodze ‚Garść Marzeń’ VI.1+

Usprawiedliwiając sam siebie i przed sobą, to dodam, że ‚Eskę’ próbowałem na koniec dnia gdy Czubek z Jurasem (zdobywcą ‚Supernowej’!!!) i Dardżim przyjechali z Suchego Połcia, a dość to już było późno. I zmęczony przecież musiałem już być rozlicznymi oesami. I złej baletnicy to przeszkadza rąbek u spódnicy.

Ale za to jesień zaczyna się piękna! A Jura jesienią jest najpiękniejsza. Tak mnie się zdaje.

Góra Zborów, 28 września 2008

 

Dodaj komentarz