Haute Route Gran Paradiso

1. 
Rozpoczęliśmy skiturę w niedzielę (6.04.2014, godz. ok 13.00), coś koło 13.00 w miejscowości Cogne-Valnontey, gdzie obok baru zostawiliśmy samochód.  Start doliną Valnoney, by po chwili odpalić w prawo, ostro w górę. Na początku narty wędrowały na plecach, ale na wysokości ok. 1900 m już szuramy po śniegu i od tego momentu już tylko na nartach. Po drodze mijamy ruiny la Pascieu (2114m) oraz zabudowania czegoś tam, ok 15 min przed schroniskiem Vittorio Sella. Do schroniska docieramy przed 16.00 

„A dlaczego by już teraz nie spróbować zjazdów?…” 

No właśnie. Jest na tyle wcześnie, że urządzamy sobie wypad na okoliczne pagórki, by zjechać w dość trudnym, przymrożonym śniegu. Przeważa wystawa północno-wschodnia, a jest już dobrze po południu. 
Wracamy do schroniska ciesząc się z pierwszej jazdy na tej turze. 
Śpimy w osobnym, pięcioosobowym pokoju.

Cena: Nocleg – 11E, HB – 33E

https://lh3.googleusercontent.com/-P-klS86s9Jg/U02ZdAYxr1I/AAAAAAAAlys/3Ug2EwMo2JE/s720/DSC06049.jpg  

https://picasaweb.google.com/farixus/SkiturGranParadisoValnonteyRifVSella

2. 
Poniedziałek. Pierwsza przełęcz. Celem jest zjazd z przełęczy Colle del Tuf, a może i szczytu Punta dell’Inferno. Ruszamy, ok. 7.30 jako jeden z ostatnich zespołów, ale i wycieczka nie jest długa. Kierujemy się na azymut w stronę przełęczy. Obserwujemy po prawej stronie podejście i szczyt Punta Rossa (3630m) – cel na kolejny dzień. Ok. 10 jesteśmy na przełęczy, część ekipy decyduje się ruszyć na szczyt z buta, druga część dzielnie walczy na nartach. Wychodzimy po śniegu na ok. 3380m, a reszta grani na Punta dell’Inferno wymaga już trochę więcej zaangażowania i akrobacji, więc sobie darujemy. Na południu obserwujemy linię zjazdu z Gran Serra (Gran Sertz) – lodowcem Timorion oraz przejście przez przełęcz Colli Gran Neyron. Jest to trasa, którą będziemy przechodzić za dwa dni. 
Po drugiej stronie mamy od lewej Punta Bianca, Punta Nera, Punta Rossa, oraz wystającą za tymi szczytami La Grivola, skalna piramida piętrząca się na wysokość 3969m. 

Idziemy jeszcze raz? 

Zjazd do kotła prawie drogą podejścia na wysokość ok 2850m, a następnie podejście 150m i zjazd obczajoną wcześniej linią w kierunku schroniska. Namierzyliśmy ją wczoraj, oraz tego dnia przy podchodzeniu. 
Śnieg zmienny, od puchu, poprzez zsiadły puch, do nawet miejscowej szreni. 
Zadowoleni i szczęśliwi zjeżdżamy do schroniska na zasłużony łyk złocistego napoju. 

 

https://picasaweb.google.com/farixus/SkiturGranParadisoRifVSellaColeDelTuf

3. 
Wtorek. Punta Rossa (3630m). W tym jedynym dniu pogoda się załamuje. Ranek jest jeszcze w miarę pogodny, ale już wiemy, że potem będzie gorzej. Idziemy na początku za przewodnikiem, aby wbić się we właściwy żleb, potem – jak zwykle – klienci komercyjni zostają w tyle. Pierwszy stromy żleb pokonujemy w większości na rakach, potem jest próg i kolejny żleb. Również potrzebujemy raków, aby dostać się na przełęcz Colle della Rossa (3195m). Dalej to lekkie obniżenie i dalej już trawers wschodniej ściany P. Rossa tak, aby dostać się na wygodny, północno-wschodni grzbiet. Na nartach dochodzimy na wysokość ok. 3500m – już we mgle – mając lodowiec Trajo (Traso) po prawej ręce. Decydujemy ponieść narty jeszcze wyżej, po mikstowej grani, mając nadzieję na zjazd – od czasu do czasu – widocznym polem śnieżnym po prawej. Na grani wieje. Narty zostawiamy 100 m przed szczytem, szybko wchodzimy na top. 

A tam jest Grivola… 

Nic nie widać, ale to nie przeszkadza w podziwianiu zapamiętanego wcześniej widoku – po prawej La Grivola i Grivoletta, przed nami Punta Bianca i Punta Nera, po lewej Punta dell’Inferno, Gran Serra i Herbetet Smile 
Powrót do nart, zejście na pole śnieżne, mozolne przełączenie się na zjazd i powrót po tracku do schroniska. W międzyczasie twardy śnieg w żlebie lekko odpuszcza, dosypuje kilka cm świeżego i traumatyczna stromizna w żlebach – zapamiętana podczas podchodzenia – sprawia nam teraz ogromną radość przy zjeździe – prawie bajkowy zjazd. Mgła ustępuj kilka chwil po dotarciu do schroniska V.Sella (a jakżeSmile) Mamy duży zapas czasu, jest 14, więc decydujemy się na szybki wypad na pobliskie „pagóry”. Strzał w 10-tkę. Zjazdy w świeżym puszku sprawiają, że japa śmieje się do samego wieczora. 

https://picasaweb.google.com/farixus/SkiturGranParadisoRifVSellaPRossa3630m

4. 
Środa. Opuszczamy przytulne schronisko. Dzień słoneczny, ale bardzo wietrzny. Ruszamy standardowo, przed 8 jako ostatni zespół. Podążamy przetartą ścieżką w kierunku Gran Serra, najpierw lodowcem Lauson na stromy próg, następnie trawers lodowcem Gran Val pod Gran Serra. Ok. 70 m przed szczytem przezbrajamy się w raki i na Huzara przeprawiamy się przez szczyt. Jest ok 11. Ostatnie kilka metrów przed szczytem, trawersujemy pik po wschodniej stronie i schodzimy na lodowiec Timorion kilkanaście metrów. Cały czas mocno wieje, więc robimy szybki przepak i rychło zjeżdżamy szukając dobrego, bezwietrznego miejsca. Znajdujemy takie jakieś 300 m poniżej na grzbiecie po lewej stronie lodowca. Stąd mamy dobry widok na dalszą część naszej drogi. Czeka nas jeszcze zjazd lodowcem ok. 200 m do przełęczy w grzbiecie, ostry zjazd na południe w dobrym śniegu, a następnie żmudne podejście lodowcem Gran Neyron occid. na przełęcz. 

Kolejna przełęcz… 

Po drodze mijamy kilka grup – między innymi Francuzów, którzy będą nam towarzyszyć już do końca wyprawy. Na przełęczy znowu raki okazują się przydatne. Aby dotrzeć do wymarzonych pól śnieżnych musimy przejść śnieżną granią ok. 50m, przekroczyć parchaty żleb i wskoczyć na lodowiec Montadayne. Wszystko byłoby prostsze i szybsze, gdyby nie grupy komercyjne z przewodnikami…. 
No, ale w końcu docieramy na lodowiec. Wystawa południowo-zachodnia gwarantuje cudowny zjazd w promieniach popołudniowego słońca. Wariantów zjazdów jest mnogo. My wybieramy najprostszy. Prosto do celu, czyli azymut na schronisko F.Chabod. Pomimo dużego wycieńczenia, był to jeden z najlepszych zjazdów do tej pory, a nawet całej tury. Zresztą cały dzień był jednym z najlepszych, a samo schronisko jedno z najbardziej urokliwych. 
Pod schroniskiem meldujemy się ok 16. 
Nocleg w zbiorowej sali na poddaszu.

 

Cena: HB – 46E
 

 

https://picasaweb.google.com/farixus/SkiturGranParadisoRifVSellaGSerraRifFChabod

5. 
Czwartek – najważniejszy dzień – Gran Paradiso. Znowu jesteśmy ostatni…. ale tylko przez pierwsze 1,5h. Wyprzedzamy poznanych wczoraj Francuzów, a potem kolejne zespoły. Podchodzimy lodowcem Laveciau. Jak większość zespołów, wiążemy się na starcie. Tak związani dochodzimy do Schiena d’Asino – miejsca połączenia się szlaków z Chabod i Emanuelle na wysokości ok. 3750m. Dalej można podejść na harszlach, ale większość wybrała przezbraja się w raki. Wychodzi się grzbietem na wielkie pole lodowcowe, a następnie ściana staje dęba. Nią kilkadziesiąt metrów, a potem teren znowu się kładzie, by w końcówce znowu się spiętrzyć. Pod szczytem zostawiamy narty i plecaki – czekamy, aż pociągi z turystami przejdą. 

Najpierw do raju potem do Madony 

Postanawiamy najpierw zwiedzić drugi – właściwy wierzchołek (nieoblegany…), by potem stanąć w kolejce do Madonny. Trochę to trwało, ale w końcu stajemy na kamieniu, tuż obok figurki Madonny. Fotki i szybko wracamy do miejsca składowania nart – na małe co-nie-co Smile 
Początkowo zjazd nie jest przyjemny – śnieg jest twardy, łapie narty przez co skręty wykonujemy z trudnością. Warunki dla dobrych narciarzy. Ale im niżej tym lepiej. Poniżej biwaku Schiena d’Asino zjazd już jest całkiem przyjemny. Podążamy wzdłuż traserów – zamontowanych na weekendowy rejs. Końcówka, tuż przed schroniskiem V.Emanuelle już ciężka – śnieg mokry. Ale docieramy do schroniska pełni zadowolenia i szczęśliwi – główny cel został osiągnięty, a przed nami jeszcze dwa dni – jak się okaże – jeszcze ciekawszych zjazdów…
W Emanuellu jesteśmy kilka minut po 15. Jest tłoczno, zbliża się weekend, a dobra, słoneczna pogoda kusi rzesze ludzi do zdobycia bliskiego włoskiego 4-tysięcznika. 
Nocleg w osobnym budynku, kontener tylko dla nas:)

Cena: HB – 33E. Jako jedyne schronisko udostępniające prysznice – 3E

 

https://picasaweb.google.com/farixus/SkiturGranParadisoVChabodGranParadisoVEmanuelle

6. 
Piątek Kolejny krok naprzód. Początkowo mamy problemy orientacyjne. Szlak, którym idziemy jest rzadko uczęszczany. Większość turystów wybiera drogę na Gran Paradiso. Dodatkowej konsternacji sprawia wycieczka Niemców z przewodnikiem – podążających prawdopodobnie w kierunku Grant Entret – trawersując zbocza La Tesenty i Ciarforona. Na szczęście odnajdujemy właściwy kierunek i ciśniemy w kierunku przełęczy Col del Gran Paradiso. Po drodze doganiamy znajomych Francuzów i jedną wycieczkę z przewodnikiem. Jest 11. Na przełęczy robimy dłuższy odpoczynek, co powoduję, że znowu tracimy z oczu wspomnianą wycieczkę z przewodnikiem i sami musimy odszukiwać przejścia przez lodowiec Noaschetta occid. Francuzi czują pismo nosem i ruszają za nami. Kluczymy trochę po lodowcu, szukając na twardym lodzie śladów niedawno przechodzącej ekipy. W końcu pół godziny później stajemy na progu zbocza. Mamy 400-sta metrowy zjazd do doliny, przejazd obok bivaco, a następnie podejście w palącym słońcu na kolejną przełęcz – Colle dei Becchi – 2990m. Wychodzi nam to dość sprawnie. 

Francuzi nie odstają 

Francuzi nie odstają i po ok. 1,5h razem jesteśmy na przełęczy. Przed nami długi, piękny zjazd do schroniska Pontese – 2200m. Prawie 800m spadku. Na ostatnią noc trafiamy do drugiego, pięknego, położonego na uboczu schroniska. 
W menu mają piwo ważone lokalnie – co niezmiernie nas cieszy Smile Dżemy i chleb też wyrabiają lokalnie 
Nocleg w sali zbiorowej na poddaszu.

Cena: HB – 43E (dobra herbata na drogę)

 

https://picasaweb.google.com/farixus/SkiturGranParadisoRifVEmanuelleColGParadisoRifPontese

7. 
Sobota. Ostatni dzień tury. Pomimo wczorajszego, ciężkiego powietrza sugerującego zmianę pogody – poranek jest słoneczny. Jest inwersja – w dole pierzynka chmurek, nad nami błękitne, czyste niebo. Ruszamy, mamy do podejścia 1100 m na przełęcz Col di Teleccio. Droga jest łagodna tylko przez chwilę – potem szybko spiętrza. Raki idą w ruch, tylko nieliczni ufają swoim harszlom. Na pierwszym progu jesteśmy ok 9.10. Dalej drogi łagodnieje. Jesteśmy na plateu – Piano delle Agnelere – ok 2700m. Droga skręca w prawo, przechodzimy jeszcze jeden próg – ok 3000m npm i wchodzimy na lodowiec Teleccio. 

Prosto na przełęcz… 

Po prawej odchodzi droga na Punta Ondezana, ale nikt z podchodzących ekip nawet nie patrzy w tamtym kierunku. Nie mamy już siły podchodzić kolejnych set-metrów, by potem jeszcze wyciskać poty na wejście na przełęcz Teleccio. Mimo zmęczenia, o 11 jesteśmy na przełęczy. Ponad 3300m. W tym momencie uświadamiamy sobie, że mamy przed sobą nic tylko 1600 m zjazdu. Na początku, śnieg jest wymagający, musimy ostrożnie wybierać linie. Potem stopniowo poprawia się struktura śniegu, by poniżej 2900 m (poniżej lodowca Valeille) już zupełnie się zfirnować. (ciekawe, czy ktoś dotrwa do tego miejsca Smile….) Jazda przewspaniała i fantastyczne zakończenie siedmiodniowej skitury wokoło Gran Paradiso. 

https://picasaweb.google.com/farixus/SkituryGranParadisoRifPonteseLillaz

pozdr. Rafał

Dodaj komentarz