Gerlach

Jest piąta rano. Niechętnie wychodzimy z ciepłego samochodu. Jesteśmy na parkingu w Tatrzańskiej Polance (1000 m n.p.m.), termometr wskazuje -7 stopni, a powoli rozjaśniający się horyzont zwiastuje szybkie nadejście poranka. Nie tracąc czasu ubieramy buty, wrzucamy wory na plecy i o 5:15 ruszamy. Z początku zielonym szlakiem w stronę Śląskiego Domu, potem odbijamy na żółty i kierujemy się bezpośrednio w stronę Batyżowieckiego Stawu. Szlak jest nieprzedeptany, ale z wyjątkiem kilku miejsc, śnieg jest twardy i spokojnie pokonujemy kolejne metry. Po niecałych 2 godzinach docieramy nad staw (1884 m n.p.m.). Korzystając z ciepłych promieni słońca jemy śniadanie, zakładamy raki i uprzęże. Około 8:00 ruszamy dalej i po 45-ciu minutach jesteśmy już przy wylocie żlebu. Kijki lądują w plecakach a w ruch idą czekany. Bez trudu pokonujemy Batyżowiecką Próbę i dalej, każdy swoim tempem, wspinamy się aż do wierzchołka. Na szczycie (2655 m n.p.m.) meldujemy się o 10:15. Chłopaki dochodzą w odstępach 10-cio minutowych. Jemy, robimy pamiątkowe zdjęcia, wpisujemy się do książki i około 11:00 zaczynamy schodzić. Na szczęście pomimo słońca śnieg trzyma. Szybko tracimy wysokość, bez problemów pokonujemy „próbę” i po godzinie jesteśmy już u podstawy ściany. Nad stawem robimy sobie przerwę, raki, czekany i uprzęże z powrotem lądują w plecakach. Łapczywie dopijamy wszelkie płyny i o 13:00 rozpoczynamy zejście. Znowu trochę improwizujemy, ale bez problemu trafiamy na swoje ślady z rana. Ostatecznie o 14:40 jesteśmy przy samochodzie.

Dodaj komentarz