Czarny Kot na Syriuszu

Upał nie stanął na przeszkodzie naszej eksploratorskiej pasji! Bez strachu postanowiliśmy zmierzyć pojemność docentowego seicento.

Jak się okazało seicento po przyjęciu 88 cegieł klinkierowych, nabytych na drodze kupna w ‚Centrum Klinkieru’ osiadło nieco na laurach i zmusiło zatrzymania się. Niczym sąsiedzi z ‚Sąsiadów’ drapaliśmy się po głowach obserwując klapnięty tylny resor. Po kolejnym poprawieniu berecika znaliśmy rozwiązanie problemu! Wystarczy ściągnąć prawy, tylny chlapacz. Docent przy użyciu szwajcarskiego scyzoryka odkręcił niezbędne śrubki i podnosząc lekko lewarkiem bolid wyciągneliśmy chlapacz. Okazało się, że ‚brute force’ nie zawsze działa… Bo najpierw chcieliśmy bez lewarka 😉

Po takich oto przygodach dotarliśmy w okolice suliszowickich psów, kotów i innych proxim centauri. Upał i ogólne przytłoczenie podróżą, oraz mizerna monumentalność dróg nie nastroiła nas optymistycznie, ale trzeba było coś załoić. Najpierw na Proximie Centauri zrobiliśmy rozgrzewkowe VI.1+, co miały coś z cyckami w nazwie, potem przewieszone i bulderowe VI.2 z kapitanem w nazwie… Ogólnie to jakie nazwy takie drogi 😉

Następne wybraliśmy najdłuższe drogi na skale ‚Andromeda’ VI.2 i ‚Syriusz’ VI.1+, te miały parę metrów trudności i powiedzmy, że nawet, nawet….

Wyczerpawszy potencjał na Proximie podeszliśmy pod Czarnego Kota, by spróbować coś trudniejszego. Wybór padł na bezimienne VI.3. Niestety spadłem z oesa, na misternych poukrywanych nieco chwytach w połogim, ale po rozpykaniu okazało się ‚dla ludzi’. I z takim ciekawym trawersem diagonalnym bez stopni.

Ciemno się zrobiło jak kończyliśmy, zatem dzionek dało się wykorzystać. Ba! I wysłuchaliśmy jeszcze ciekawej audycji w radio. Bardzo ciekawej… Np. przedstawiono w niej ideę zamieniania szklanych wieżowców w centrach miast w wertykalne cmenatarze, gdy okaże się (niebawem), że nie ma na nie zapotrzebowania (sic!)

Okolice Suliszowic, 2.VI.2008

Dodaj komentarz