Ciekawy Birów

I wciąż się udaje trafiać w nieznane… I to nawet na naszej północnej Jurze, wciąż są rejony, których nigdy nie odwiedziałem. Jednym z nich była Góra Birów, tak bliska, a jednak tak rzadko odwiedzana!

Po drodze zahaczyliśmy o Połcia, gdzie liczna drużyna gliwicka przebywała. Udało się tam zdobyć przewodnik i wysłuchać kilku nieprzyjaznych opinii o beznadziejnej jakości spitów na Birowie. Zresztą opinii dość prawdziwej. Ale nie uogólniajmy! Wciąż są tam drogi fajne, z dobrą asekuracją, a Tradów tam masa!

Na początku okrążyliśmy gród w poszukiwaniu najlepszego miejsca do startu, i jakoś nie mogąc znaleźć żadnego punktu zaczepienia, zdecydowaliśmy się na najczystszy oes – nieistniejącą w przewodniku ryskę na lewo od ‚Sanatorium Pod Klepsydrą’. Kamyczek w dłoni, czyli klasyczna metoda losowania, dała mi możliwość prowadzenia.

Obwiesiłem się licznie szpejem i zaatakowałem. Droga z dołu wyglądała rabialnie, widać było, że problem będzie w takim poziomym wypłaszczeniu rysy. Ale nim tam dotrzemy mamy 2 ringi z sąsiedniej drogi, pierwsze zaskoczenie bo wyjście ponad owe ringi wymaga delikatnej napinki. Potem szeroki komin z bardzo dobrą asekuracją. Na wyjściu osadziłem kilka pancernych przelotów i ruszyłem w nieznane. I tak kroczek za kroczkiem… Wycofać się już nie potrafiłem, pałować dalej ciężko, zaasekurować jeszcze gorzej… Wybrałem wariant ‚atak’ i z dziarskim okrzykiem dałem dilfra z obłej krawędzi rysy i jakimś cudem wbiłem się w ponownie pionowy kawałek. Sklinowałem się chyba cały. No serce mi waliło tak, że czułem jak ładuje o ścianę rysy. Czas było pomyśleć o asekuracji, bo poprzedni przelot pozostał hen hen… Wygrzebałem wreszcie dużego frienda i jakoś go w owej przerysie osadziłem. Postałem chwilę ku uspokojeniu i zacząłem myśleć jak tu targać dalej. A było paskudnie, bo przerysa obła i za duża na klinowanie. Trzeba było z niej wyjść. Wymacałem jaką krawądkę na płycie i banzai. Kolejny dziarski okrzyk, jakieś klinowanie uda i stanąłem w łatwiejszym. Ufff. Teraz nastąpiło jakieś jeszcze parę metrów wyjściowych, w łatwym terenie, ale i tak gęsto się asekurowałem, bo rozdygotany nieco byłem wewnętrznie.

Na wierzchołku okazało się że dotarłem do słynnego grodu, który umożliwił mi założenie pięknego stanowiska z barierek 😉 Ściągnąłem Szczepana, któremu również linia zrosiła potem czoło 😉

Co to za droga, to na razie nie wiem. Kto wie? Może to pierwsze przejście? Z pewnością to najtrudniejszy Trad jaki robiłem w tym roku! Ze 25m solidnego wspinu.

Potem nastąpiły rozrywki z cyklu ringowego – czyli ‚Pierwszy Krok W Chmurach’ VI.2+. Droga jest po prostu prześliczna! Co prawda spadłem z flasha, już za ostatnią wpinką, ale i tak uważam, że godna jest polecenia! 25m efektownego filara i ostanie ruchy w totalnej ekspozycji. Tylko uwaga, drogi tam mało chodzone, więc na wyjściu wyleciałem z urwaną klamą.
I jeszcze parę łatwych – ‚Łzy Sołtysa’ VI+ i ryska V+ Trad. Przystawiłem się też do krótkiej VI.1+, ale mnie zgięła i nijak nie umiałem do ringa sięgnąć, więc ominąłem trudności.

Tak na prawdę to rejon kumuluje się na imponującym filarze o północnej wystawie (tam gdzie ‚Pierwszy Krok w Chmurach’) i wielu ryskach Trad. Bo te niższe skałki są areną jakiś dziwnych dróg, z szemraną i starą asekuracją. Podsumowując – warto Górę Birów odwiedzić dla ‚Pierwszego Kroku w Chmurach’ choćby. A pewno można poczekać na nowe obicie, które podobnież jest w toku.

Góra Birów, 19 lipca 2008

Dodaj komentarz