ABSOLUTEN MUß!

 

ABSOLUTEN MUß!

 

Długa majówka zachęciła nas do wyprawy na nieco dłuższe drogi. Dość cieżko było zorganizować ekipę, ale udało się znaleźć dwóch zdeterminowanych śmiałków z Katowic. Postanowili jednak zaszyć się w Adlitz. My natomiast w miarę możliwości skupialiśmy się na Höllentalu.

Wiele osób odradzało nam tą wyprawę podśmiewując się z nas.

 

Na miejscu jednak spotkaliśmy samych entuzjastów 🙂 W tym dwóch moich dorbych, klubowych kumpli. Osoby, które pokazały mi wspinanie – wlały we mnie pasję do tego co robię oraz nauczyły jak się poruszać i trenować. To było dla mnie bardzo cenne spotkanie. Cieszę się też, że MM mógł ich poznać 🙂

Maciek i Szymon polecili nam naprawdę przepiękne drogi. Do tego super było spotkać sie wieczorem, aby wymienić się wrażeniami 🙂 W ogóle, pod względem towarzyskim ten wyjazd był dla mnie niesamowicie udany. Spotkaliśmy jeszcze dwie kolejne ekipy z Jastrzębia i okolic, Orzecha z Gliwic 😀 i moich ulubionych Zakopiańczyków. Koledzy, z którymi przyjechaliśmy – Przemek i Kuba, byli niesamowicie wkręceni na Adlitz, także Oni robili sportowy wynik 🙂 Fajnie było pojechać ze świeżakami :> dzięki chłopaki za wyjazd! Faworytem wieczoru zakopiańskiego został Przemo – absolutnie zakochany w Hollentalu, polecający bezmiar wspinania do tego stopnia, że w gorączkowym przewracaniu stron przewodnika zdarzyło mu się nawet polecić ścianę, na której nie był 😀

 

A jak na samym wspinianiu? Cudownie, przepięknie, emocjonująco, świeżo, technicznie, tarciowo, taktycznie, sprzętowo, szaro, rysowo, pionowo, połogo, przewieszono i ogólnie rozmaicie 🙂 Na pewno wrócimy w większe ściany!

Musimy się jeszcze wielu rzeczy nauczyć, głównie popracować nad czasem, zwłaszcza przy operacjach sprzętowych. Ale z dnia na dzień szło nam coraz lepiej. Podpatrywaliśmy patenty, uczyliśmy sie taktyki oraz wspinania z plecakiem 🙂

 

Ze swojej strony musze powiedzieć, że to było niezwykle emocjonujące dla mnie przeżycie. Dostawałam  podczas wspinania dziwnego przyspieszenia ruchów oraz myśli, które zwiększało tempo, ale też powodowało kilka innych objawów. Moje ruchy stawały sie nieco nerwowe. Czułam sie jak na początku, kiedy zaczynałam się wspinać. Miałam niesamowita determinację, wolę walki. Poczucie jedności – no nie spadnę przecież teraz, zespuję NASZ OS. Przecież MM bedzie musiał iść, albo ja drugi raz. Walczę nie tylko dla siebie. Czułam, że mój ruch jest naturalnym dążeniem ku górze, że nie ma cofania się. Czułam strach, ale nie rezygnację. I niesamowite spełnienie po skończeniu drogi.

 

Oczywiście bywało też gorzej 😉 Flow czasem opuszcza. Zresztą, na komfort trzeba pracować przewspinanymi kilometrami w skale 🙂 I tak na przykład było gorzej, kiedy to na zacnej, lekko przewieszonej rysie w zacięciu jadąc po 'pyle' stwierdziłam- 'jestem posrana'. Albo frustrujac się na siódemkowym miejscu z ewidentmym parametrem na drugim ruchu zaraz nad poprzednim stanem (który swoją drogą w najlepszym miejscu nie był).

 

Ale zdecydowanie pozytywne emocje wzieły górę! Przede wszystkim dziękuję MM, bo jest rewelacyjnym partnerem! Wspólnie udało się nam pokonać kilka dróg, na czele z przepięknym Absurdistanem 8 OS (Blechmauer) oraz 7+/8- OS na ścianie na przeciwko Blechmauera (niestety nie mamy w topo, jak znajdę u Maćka to moge napisać, bo godna polecenia :). Próbowaliśmy też Diesseit von Eden 8 (Blechmauer). jednak nie dane nam było spróbować 2 ostatnich, ponoć najładniejszych wyciągów, bo przegonił nas deszcz-straszak. Oj był niedosyt… Ale człowiek się uczy. Kolejną droga było Duft der Berge 9-, Geniale Linie i Absoluten Muß – czyli droga dla koneserów-wymiataczy, zaczynająca się 40 metrowym wyciagiem 7+ rysą i lekkim połogiem. Oczywiście pokazała nam miejsce w szeregu :> Polecam wtajemniczonym! Jak i resztę dróg opatrzoną hasłem Absoluten Muß. Jest ono dość wymowne :))

 

Odwiedziliśmy też rejon sportowy w Hollentalu – Niemandsland, gdzie Marcinowi udało się przejść RP Steppenwolf za 9-, mnie troche brakło 🙂 Sam rejon polecam, jest bajecznie inny, a wspinanie zdaje sie być techniczne i techniczne :> Można też spotkać 6-krotną Mistrzynię Austrii i nie tylko.

 

W dzień pierwszy, ostatni oraz deszczowy odwiedziliśmy Adlitz – tutaj o przejścia trzeba już pytać MM 😉  Ale hitów brak 😀 Za to koledzy Przemek i Kuba ostro tam działali, co nawet uwieczniłam na zdjęciach. Zapraszam do galerii – http://kwgl.org/gallery/main.php?g2_itemId=28245

 

Pozdrawiam, Angee

 

Dodaj komentarz